Ten kwietniowy dzień zapamiętali chyba wszyscy Polacy, niezależnie od tego czy interesują się piłką nożną czy nie. Nie da się zapomnieć sceny, w której Michel Platini otworzył białą kopertę i wyjął z niej białą kartkę z dwoma słowami – Polska i Ukraina. Przez moment nikt nie mógł uwierzyć, że Mistrzostwa Europy w piłce nożnej odbędą się w naszym kraju. Potem rozległy się okrzyki radości. Mamy Euro 2012! Zaraz jednak pojawiły się wątpliwości. Czy Mistrzostwa Europy to zadanie na naszą miarę? Czy Euro 2012 nas nie przerośnie? Polacy przyzwyczajeni do niepowodzeń lubią narzekać i kiedy już odniosą sukces starają się go pomniejszać. O wiele więcej optymizmu było na Ukrainie. Tam nikt nie miał wątpliwości, że Euro 2012 to szansa, która zostanie wykorzystana, a przecież dla Ukrainy rygorystyczny kalendarz euro był znacznie większym wyzwaniem. Powinniśmy się uczyć od nich tego optymizmu od kraju, który zaledwie dwadzieścia lat temu uzyskał niepodległość. Gdyby nie determinacja Hryhorija Surkisa, pewni Mistrzostwa Europy odbyłyby się we Włoszech. Wiadomo, że nieoficjalnie kibicował im sam szef UEFA Michel Platini. To chyba jeszcze sentyment z czasów, gdy odnosił sukcesy w Juventusie Turyn. Włodarze PZPN nie mieli w sobie chyba tyle wiary. Cztery lata od tego wydarzenia, a rok przed imprezą można z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że oba kraje zrealizują terminarz euro, przynajmniej, jeśli chodzi o areny Euro 2012. Z infrastrukturą i komunikacją może nie będzie idealnie, ale też sobie poradzimy, nie gorzej niż inni organizatorzy.
-
Najnowsze wpisy
Najnowsze komentarze
Archiwa
Kategorie
Meta